Dubajskie złoto głupców – anatomia oszustwa na arabskiego inwestora
W ostatnich latach fala oszustw wykorzystujących wizerunek bogatych inwestorów z Dubaju zalała rynki Europy i Ameryki Północnej. To, co wyróżnia te przekręty spośród innych oszustw inwestycyjnych, to niezwykła dbałość o szczegóły i głębokie zrozumienie psychologii potencjalnych ofiar. Oszuści nie tylko oferują pieniądze – sprzedają całą fantazję o bogactwie i nieograniczonych możliwościach biznesowych Bliskiego Wschodu.
Wizerunek poważnego inwestora
Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda nieskazitelnie profesjonalnie. Kontakt inicjowany jest zazwyczaj przez rzekome biuro rodziny królewskiej lub prywatny fundusz inwestycyjny z regionu Zatoki Perskiej. Komunikacja odbywa się poprzez oficjalnie wyglądające adresy email z domenami sugerującymi powiązania z prestiżowymi instytucjami finansowymi. Pierwsze wiadomości są zawsze perfekcyjnie skomponowane – krótkie, rzeczowe i profesjonalne, dokładnie takie, jakich można by oczekiwać od poważnego inwestora instytucjonalnego.
Dobra legenda
Oszuści doskonale rozumieją dynamikę współczesnego świata biznesu. Wiedzą, że przedsiębiorcy są przyzwyczajeni do międzynarodowych transakcji i nie dziwi ich propozycja od inwestora z drugiego końca świata. Co więcej, potrafią wykorzystać aktualną sytuację geopolityczną – często wspominają o dywersyfikacji portfela w obliczu napięć międzynarodowych czy poszukiwaniu bezpiecznych przystani dla kapitału poza regionem Zatoki Perskiej.
Perfekcyjna jest także legenda biznesowa, którą tworzą. Przedstawiają się jako przedstawiciele zamożnych rodzin szukających możliwości inwestycyjnych poza tradycyjnymi sektorami nieruchomości i ropy naftowej. Potrafią szczegółowo opisać swoją rzekomą historię inwestycyjną, często wspominając o rzeczywistych, głośnych transakcjach, w które rzekomo byli zaangażowani. Ich znajomość rynku i branży jest imponująca – potrafią prowadzić merytoryczne dyskusje na temat trendów rynkowych, regulacji i perspektyw rozwoju.
Oszuści z doświadczeniem w finansach
Proces wciągania ofiary w oszustwo jest mistrzowsko rozplanowany w czasie. Pierwszy etap to zawsze budowanie wiarygodności. Oszuści nie spieszą się z konkretnymi propozycjami – najpierw chcą dokładnie poznać biznes potencjalnej ofiary. Zadają trafne pytania, wyrażają uzasadnione wątpliwości, sugerują możliwe usprawnienia. Ta faza może trwać tygodniami, podczas których ofiara coraz bardziej przekonuje się o profesjonalizmie i autentyczności potencjalnego inwestora. Warto tu podkreślić, że w przeciwieństwie do oszustw na „nigeryjskiego księcia”, za oszustwami „na inwestora z Dubaju” stoją zazwyczaj osoby z dużym doświadczeniem w branży finansów.
Kolejnym etapem jest zwykle przedstawienie konkretnej propozycji inwestycyjnej. Warunki są zawsze atrakcyjne, ale nie absurdalne – oszuści wiedzą, że zbyt korzystna oferta mogłaby wzbudzić podejrzenia. Zamiast tego proponują realistyczną wycenę i strukturę transakcji, często odwołując się do podobnych transakcji na rynku. Dodatkowym argumentem jest zwykle możliwość ekspansji na rynki Bliskiego Wschodu, gdzie rzekomy inwestor ma pomóc w zdobyciu kontraktów i pozwoleń.
Płatne formalności
Podstęp zaczyna się ujawniać, gdy dochodzi do konkretów. Oszuści informują o konieczności dostosowania dokumentacji do wymogów prawa szariatu albo uzyskania specjalnych certyfikatów od lokalnych regulatorów. Każdy z tych wymogów wiąże się oczywiście z kosztami, które musi ponieść firma szukająca finansowania. Kwoty początkowo są stosunkowo niewielkie – kilka tysięcy dolarów na tłumaczenia czy opinie prawne.
Presja
Presja psychologiczna jest budowana stopniowo. Oszuści często wspominają o innych firmach zainteresowanych współpracą lub o ograniczonym czasie na podjęcie decyzji ze względu na harmonogram inwestycyjny funduszu. Wykorzystują też różnice kulturowe jako pretekst do przyspieszania pewnych decyzji – „w naszej kulturze biznesowej szybkie działanie jest oznaką szacunku i zaangażowania”.
Zaproszenie do Dubaju
Punktem kulminacyjnym jest zazwyczaj zaproszenie do Dubaju. To moment, gdy większość ofiar jest już emocjonalnie zaangażowana w transakcję i poniosła pewne koszty początkowe. Perspektywa bezpośredniego spotkania w luksusowym otoczeniu dodatkowo uwiarygadnia całe przedsięwzięcie. Oszuści potrafią nawet zorganizować prawdziwe rezerwacje w prestiżowych hotelach i centrach konferencyjnych.
To właśnie w Dubaju rozgrywa się zazwyczaj ostatni akt oszustwa. Na miejscu okazuje się, że potrzebne są dodatkowe dokumenty, certyfikaty czy opłaty. Ofiara, znajdując się już na miejscu i mając świadomość poniesionych kosztów podróży, często decyduje się na kolejne wydatki, wierząc, że to już ostatnie przeszkody przed finalizacją transakcji.
Strata pieniędzy i cennego czasu
Szczególnie bolesny jest moment, gdy ofiara zaczyna rozumieć, że padła ofiarą oszustwa. Często trwa to długo – oszuści potrafią przez wiele tygodni podtrzymywać iluzję zbliżającej się finalizacji transakcji, wymyślając coraz to nowe przeszkody i wymagając kolejnych płatności. Niektóre firmy tracą w ten sposób nie tylko pieniądze, ale też cenny czas, podczas którego mogłyby szukać realnego finansowania.
Ofiary własnej profesji
Co charakterystyczne, ofiarami tego typu oszustw padają często doświadczeni przedsiębiorcy i managerowie. Paradoksalnie, ich doświadczenie biznesowe czasem działa na ich niekorzyść – są przyzwyczajeni do kompleksowych międzynarodowych transakcji i złożonych procedur prawnych, przez co łatwiej akceptują kolejne wymagania i opłaty jako „normalne” w kontekście międzynarodowego biznesu.
Oszustwo na arabskiego inwestora – jak się chronić?
Ochrona przed tym typem oszustwa wymaga przede wszystkim świadomości, że prawdziwi inwestorzy z Dubaju działają według tych samych standardów co profesjonalni inwestorzy w każdym innym miejscu na świecie. Nie żądają przedpłat, korzystają z renomowanych firm prawniczych i doradczych, a ich tożsamość i historia inwestycyjna są możliwe do zweryfikowania. Każde odstępstwo od tych standardów powinno być traktowane jako sygnał ostrzegawczy, niezależnie od tego, jak przekonująca wydaje się cała historia.
Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający Kancelarią Prawną Skarbiec
Pomoc prawna
Padłeś ofiarą oszustwa? skontaktuj się z nami Kancelaria Prawna Skarbiec

Robert Nogacki jest radcą prawnym, założycielem i partnerem zarządzającym Kancelarii Prawnej Skarbiec, działającej nieprzerwanie od 2006 roku.
Prawo jest równe dla wszystkich, ale strony rzadko są równe: po jednej stoi organizacja, która ma czas, pieniądze i prawników, po drugiej człowiek, który ma jedną firmę, jedne oszczędności i jedno życie.
Klienci rzadko przychodzą do niego z problemem prawnym. Przychodzą z problemem, który ma także stronę prawną: z kontrolą, która zaczęła się od jednej faktury, z pieniędzmi powierzonymi komuś, kto zniknął, z firmą, którą trzeba przekazać dalej, zanim będzie za późno. Większość takich spraw rozstrzyga się na długo przed pierwszym pismem, w decyzjach podjętych bez pytania i w terminach, o których nikt nie pamiętał. Dlatego zaczyna od pytania, jak klient trafił w to miejsce, a nie od tego, co powinien był zrobić.
Doradza przedsiębiorcom i rodzinom z kilkunastu krajów, także tym, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano. Broni ich w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych, w sporach z organami podatkowymi i w sprawach karnych skarbowych. Reprezentuje poszkodowanych w oszustwach inwestycyjnych i piramidach finansowych. Pomaga rodzinom zakładać fundacje rodzinne i planować sukcesję, żeby dorobek życia przetrwał dłużej niż jedno pokolenie.
Nie każdą sprawę da się wygrać. Każdą da się prowadzić tak, żeby klient wiedział, na czym stoi. Od 2006 roku reprezentuje pokrzywdzonych w sprawie WGI (Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej), jednej z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. W sprawie upadłej giełdy kryptowalut Zonda (Zondacrypto, operator BB Trade Estonia OÜ) reprezentuje kilkuset poszkodowanych w postępowaniu prowadzonym przez Prokuraturę Krajową i w estońskim postępowaniu upadłościowym.
Kancelaria Prawna Skarbiec jest notowana w rankingach największych firm doradztwa podatkowego Dziennika Gazety Prawnej i Rzeczpospolitej, a w latach 2015 do 2018 czterokrotnie otrzymała Medal Europejski Business Centre Club i Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego. Robert Nogacki publikuje regularnie, w prasie i na stronie kancelarii, dla ludzi, którzy mają problem, a nie dyplom prawnika, bo opinia prawna, której klient nie rozumie, chroni tylko prawnika.
Wierzy, że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.